Prac oczyszczających ciąg dalszy - podłoga w sypialni prawie wyczyszczona. Ta mozolna praca przypadła mężowi.
Ja z kolei w dalszym ciągu grabiłam trawę w ogrodzie oraz zrobiłam foto-inwentaryzację rosnących tam roślin.
Zebrałam ok 800g kwiatów mniszka lekarskiego i zamierzam zrobić jutro z nich syrop-miodek. Pamiętam jak kiedyś mama moja zrobiła. Jest to pierwszy przetwór pochodzący z mojego sadu :)
Mąż początkowo podszedł do tego wyrobu sceptycznie a nawet z niechęcią dopóki nie spróbował :)
Przepis:
800g główek kwiatów mniszka
troszkę ponad 1kg cukru
1,5 bardzo dużej cytryny
2l wody
Kwiaty powinny pochodzić z czystego terenu, daleko od ruchliwych ulic. Zbierać należy suche, rozwinięte kwiaty. Można w rękawiczkach bo bardzo brudzą zarówno na żółto pyłkiem jak i na biało sokiem. Kwiaty odcinać zaraz pod szypułką - najwygodniej nożem lub nożyczkami i najlepiej do kosza żeby nie zakisły
Zebrane kwiaty rozłożyć na ręczniku papierowym na ok godzinę żeby wszelkie owady miały szansę na ewakuację.
Kwiaty przełożyć do garnka, zalać wodą i gotować ok 15-20 min od momentu jak woda zawrze. UWAGA! jak dla mnie to zapach gotowanych kwiatów jest mało przyjemny więc dobrze jest zadbać o odpowiednie wietrzenie kuchni.
Odstawić na noc.
Rano przelać przez sitko lub gazę/tetrę do jak najszerszego garnka, dolać sok z cytryny i cukier.
Gotować na wolnym ogniu aż miodek uzyska odpowiednią gęstość - po ok 2h sprawdzać wylewając odrobinę na spodeczek i po ostudzeniu sprawdzać bo ciepły jest sporo rzadszy od schłodzonego.
Gdy uzyska odpowiednią gęstość przelać do wyparzonych słoików i postawić do góry dnem.
Mi z powyższej ilości wyszły 3 słoiki po dżemie.
No comments:
Post a Comment